Dzień drugi
Tytuł: Kot
Fandom: hp
Występują: Syriusz, Remus, Kot, Pan W Kapeluszu
Spoilery: brak
Ilość słów: 1333
Prompt: 2
Świerszcze cykały za głośno, słońce świeciło za jasno, gołąb gruchał zbyt natarczywie. Ławka była stanowczo za twarda. A Syriusza zdecydowanie bolała głowa.
Nawet przy zamkniętych oczach czuł wwiercające się przez powieki promienie porannego słońca. Szeleszczenie liści na gałęziach było torturą nie do zniesienia. Zmusiwszy się, zerknął jednym okiem na srebrny zegarek, który dostał od Remusa na urodziny (Remmy najwyraźniej łudził się, że dzięki temu stanie się bardziej punktualny - marzenie ściętej głowy. Syriusz spóźniał się zawsze i wszędzie, czym działał ustawicznie wszystkim dookoła na nerwy) - było pięć po szóstej. Tym razem przyszedł za wcześnie - wyjątek potwierdzający regułę, a raczej fuks, że ta dziewczyna, Miranda (a może Marylin? tak, chyba Marylin) mieszkała w kamienicy na przeciwko parku. Rzut beretem od umówionego miejsca. Zresztą bardzo dobrze, bo nie był pewien, czy byłby w stanie przejść chociażby jedną przecznicę dalej.
Powtórnie zamknąwszy oko, spróbował ułożyć się nieco wygodniej. Spał już w wielu dziwnych miejscach i drewniana ławka naprawdę nie była niczym niezwykłym w jego dorobku, jednak mrowienie - które na początku brał za efekt zdrętwiałego karku - nie dawało mu spokoju. Niechętnie otworzył oczy i rozejrzał się dyskretnie.
O szóstej rano niewielu ludzi spotykało się na ulicach. Było za wcześnie, aby wszelkiego rodzaju nianie wyruszyły wózkami w trasę po piaszczystych alejkach na kolejny rajd i za późno, by spotkać wracającą z dyskotek, zamroczoną szaloną nocą, młodzież. Więc skąd, u licha, to dziwne wrażenie, że jest obserwowany? Z tego, co zauważył, jedyną osobą w parku - oprócz niego oczywiście - był staruszek, drzemiący po drugiej stronie. Skoro spał, to nie mógł być on.... chyba, że ma rentgen w oczach i widzi przez powieki, jak ten potwór z tego mugolskiego filmu, na którym... Syriusz potrząsnął głową. Nie, nigdy więcej mugolskich horrorów po kilku głębszych. Zresztą nigdy więcej upojnych nocy i kaca nad ranem, kiedy jest robota do zrobienia. To mu się stanowczo rzuca na mózg.
Już miał z powrotem zapaść w przyjemny półsen, kiedy go zobaczył. Siedział pod ławką między nogami staruszka i wpatrywał się w niego wielkimi oczami w kształcie migdałów. Pod brodą miał biały krawat, a ubrany był w czarne futro. Syriusz parsknął krótkim śmiechem.
- I czego się gapisz, futrzaku?
Kot przechylił głowę, jak gdyby zastanawiając się nad odpowiedzią, miauknął przeciągle, po czym wskoczył z gracją (właściwie uniósł się, a potem opadł ), staruszkowi na głowę i usiadł na kapeluszu. Staruszek nawet nie drgnął, a dwa szafiry znowu zwróciły się w stronę Syriusza.
To już było stanowczo dziwne.
- I czego się lampisz, pchlarzu? Nie masz nic lepszego do roboty, niż marnować sobie życie? - spytał kot i oblizał sobie nos różowym języczkiem.
Syriusz wytrzeszczył oczy, po czym zerwał się na równe nogi - a raczej spróbował to zrobić, bo boląca głowa natychmiast dała o sobie znać, a dookoła zaczęły latać czarne plamy. Próbując złapać grunt pod nogami, który perfidnie mu uciekał, z całej siły wyrżnął kolanem o ławkę.
- Kuźwa!
- Rozmawiasz z gołębiami?
Serce podjechało mu do gardła, kiedy usłyszał głos tuż za plecami, ale zaraz się opanował. Zanim zdążył się odwrócić, już wiedział, kto za nim stoi.
- Remus.
- Dzień dobry, słoneczko. Wyglądasz koszmarnie. Spałeś na tej ławce, że jesteś tak wcześnie, czy co?
- Nie, ja... - przypomniał sobie o kocie i szybko odwrócił się w stronę staruszka w kapeluszu. Kota nie było.
- Szukasz tam czegoś?
- Tam był kot.
- Kot? No niebywałe, Syriusz. Kot w parku! Skąd on się tam wziął!? Bezczelny.
- Ha, ha. Śmiej się póki możesz. On siedział temu gostkowi na czerepie! I do tego gadał!!!
- Gadał. A białe myszki też widujesz?
- Remus, ja mówię poważnie.
- Ja też. Słuchaj stary, każdy potrzebuje się czasem rozerwać, ale ty najwyraźniej wczoraj przeholowałeś.
- Ale naprawd...
Remus przerwał mu podniesieniem ręki.
- Łapa, posłuchaj sam siebie.
Syriusz patrzył na niego przez chwilę, kontemplując wyświechtane miejsce na kołnierzu remusowego prochowca, które za niedługo mogło zamienić się w dziurę (zupełnie absurdalne zresztą, bo niby skąd w takim miejscu dziura), po czym odetchnął.
- Pieprzę.
- Pieprzysz. A teraz siadaj. Mam ci do opowiedzenia kilka ciekawych rzeczy.
Syriusz klapnął na ławkę koło Remusa, po czym przypomniał sobie, że ma kaca. Westchnął i odchylił głowę w tył. Słońce znowu padało mu na twarz, więc zamknął powieki i, oddychając głęboko, zaczął się rozluźniać. Stanowczo za dużo czasu ostatnio spędza na pracy - pomijając wczorajszą noc, od bardzo dawna nie robił nic innego, jak rozpracowywanie Tej sprawy. Zastanowił się, kiedy ostatnio był u Jamesa i Lily. Dawno. Zbyt dawno.
Słyszał, jak Remus wyjmuje i przekłada jakieś papiery. No, tak. Obowiązki wzywają.
- Pamiętasz te adresy, które dał nam Frank tydzień temu? Sprawdziłem je, kiedy... ciebie nie było.
Syriusz uśmiechnął się łobuzersko.
- Szelma.
- Zawsze do usług.
- Sprawdziłem adresy. Miałeś rację, co do tej mugolki. Ona stanowczo coś wie, spójrz tylko - podsunął mu pod nos jakiś mocno zakurzony papier; chyba akt notarialny. Zakręciło mu się w nosie, ale nie kichnął.
- To oryginał?
- Tak.
- Dali ci go?
- No, niezupełnie - Remus przez chwilę kręcił, ale Syriusz nie dawał za wygraną. - Zwinąłem.
- Ha! Moja krew!
- Ale i tak muszę go odnieść, zanim się zorientują. Zaraz idę zrobić kopię. Ale teraz spójrz na niego; widzisz tę nieścisłość, o tutaj. To by się zgadzało z naszą teorią, nieprawdaż? Brakuje tylko jednego drobnego elementu.
Rzeczywiście drobnego, pomyślał Syriusz, do tego z całkiem niezłą figurą. Lekkiego świra można pominąć...
- Anna - powiedzieli razem. Robiło się coraz ciekawiej za każdym razem, jak natrafiał na to imię. Koło dziewczyny działo się stanowczo zbyt dużo dziwnych rzeczy - zwłaszcza, jak na jej niemagiczność.
- Kolejny element, ale musisz wybadać, co ona wie... jeśli coś wie i jaki to ma związek z wiadomą sprawą.
- Ale mugolka? No nie wiem, Remus.
- Jak na razie to nasz jedyny trop. Jeżeli okaże się fałszywy, to możemy wrócić do punktu wyjścia i wrzucić nasze etykietki "profesjonalistów" do kibla. Jak wiesz; czas nas goni.
- Wiem. Ale dlaczego to ja mam do niej iść?
- Uwodzenie dziewczyn to twoja działka. Zresztą gdybym cię wysłał do urzędu, to prawdopodobnie poszczuli by ciebie ochroniarzami. Ty tak działasz na ludzi.
- Dzięki - mruknął z przekąsem i niechętnie podniósł się z ławki. Głowa bolała go już mniej, a miły wietrzyk, który się przed chwilą zerwał, rozwiewał mu włosy. Przeciągnął się, czekając aż Remus zapnie torbę i od niechcenia zerknął w stronę staruszka, który nadal tam siedział. Syriusz zamarł.
Kot też.
- Nie możesz tak żyć wiecznie, wiesz?
- Remus.
- Co?
- To cię w końcu zabije.
- Remus...
- Zresztą już cię zabija.
- Remus!
Syriusz nie wytrzymał i odwrócił się, żeby pociągnąć przyjaciela za rękaw. Kiedy z powrotem spojrzał na kota, jego już nie było.
- No co?!
Kota nie było.
- Nic.
Lupin spojrzał na Syriusza lekko zaniepokojony.
- Dobrze się czujesz?
- Taaak. Chyba miałeś rację; trochę przeholowałem... Czyli jak? Jutro pod skosem*?
- Tak.
- To do zobaczenia.
- Trzymaj się, Syriusz.
Rozeszli się w dwie przeciwne strony. Remus w kierunku, z którego przeszedł – czyli, o ile Syriusz się dobrze orientował, do wejścia do metra przy Lancaster Gate - a sam udał się do najbliższej mu znanej kawiarni na rogu Kensington Road i Sloane Street. Stanowczo musiał napić się kawy.
Kiedy piaszczysta ścieżka zamieniała się w brukowany chodnik, a drzewa zastępowały budynki, obejrzał się jeszcze przez ramię na niknącą w zieleni ławkę. Nie zauważył niczego niezwykłego. Za dużo niezwykłych rzeczy się ostatnio dzieje, pomyślał, nawet jak na świat magii. Przekraczając próg oddzielający park od reszty miasta warknął:
- Jak jeszcze raz zobaczę futrzaka - zabiję.
***
W parku czarny kot w białym krawacie przycupnął koło nogi staruszka.
- No, to jeden załatwiony. Może skorzysta z rady. Ciekawy typek. Przybiera maskę wiecznego wesołka i narwańca, a wszystkie zadry dusi w sobie. Kiepsko. Długo tak nie pojedzie. Nigdy nie wiesz, co takiemu strzeli do łba. Co innego myśli, co innego mówi, a co innego robi. Tacy są zawsze nieprzewidywalni. Na wszelki wypadek nie będę mu się pokazywał na oczy. W najbliższej przyszłości.
Staruszek pokiwał tylko głową, nie otwierając oczu.
*Pod Skosem to baza wypadowa tegoż duetu. Czyli mieszkanie Syriusza w stanie różnym, gdzie pomieszkuje Remus.
Tytuł: Kot
Fandom: hp
Występują: Syriusz, Remus, Kot, Pan W Kapeluszu
Spoilery: brak
Ilość słów: 1333
Prompt: 2
Świerszcze cykały za głośno, słońce świeciło za jasno, gołąb gruchał zbyt natarczywie. Ławka była stanowczo za twarda. A Syriusza zdecydowanie bolała głowa.
Nawet przy zamkniętych oczach czuł wwiercające się przez powieki promienie porannego słońca. Szeleszczenie liści na gałęziach było torturą nie do zniesienia. Zmusiwszy się, zerknął jednym okiem na srebrny zegarek, który dostał od Remusa na urodziny (Remmy najwyraźniej łudził się, że dzięki temu stanie się bardziej punktualny - marzenie ściętej głowy. Syriusz spóźniał się zawsze i wszędzie, czym działał ustawicznie wszystkim dookoła na nerwy) - było pięć po szóstej. Tym razem przyszedł za wcześnie - wyjątek potwierdzający regułę, a raczej fuks, że ta dziewczyna, Miranda (a może Marylin? tak, chyba Marylin) mieszkała w kamienicy na przeciwko parku. Rzut beretem od umówionego miejsca. Zresztą bardzo dobrze, bo nie był pewien, czy byłby w stanie przejść chociażby jedną przecznicę dalej.
Powtórnie zamknąwszy oko, spróbował ułożyć się nieco wygodniej. Spał już w wielu dziwnych miejscach i drewniana ławka naprawdę nie była niczym niezwykłym w jego dorobku, jednak mrowienie - które na początku brał za efekt zdrętwiałego karku - nie dawało mu spokoju. Niechętnie otworzył oczy i rozejrzał się dyskretnie.
O szóstej rano niewielu ludzi spotykało się na ulicach. Było za wcześnie, aby wszelkiego rodzaju nianie wyruszyły wózkami w trasę po piaszczystych alejkach na kolejny rajd i za późno, by spotkać wracającą z dyskotek, zamroczoną szaloną nocą, młodzież. Więc skąd, u licha, to dziwne wrażenie, że jest obserwowany? Z tego, co zauważył, jedyną osobą w parku - oprócz niego oczywiście - był staruszek, drzemiący po drugiej stronie. Skoro spał, to nie mógł być on.... chyba, że ma rentgen w oczach i widzi przez powieki, jak ten potwór z tego mugolskiego filmu, na którym... Syriusz potrząsnął głową. Nie, nigdy więcej mugolskich horrorów po kilku głębszych. Zresztą nigdy więcej upojnych nocy i kaca nad ranem, kiedy jest robota do zrobienia. To mu się stanowczo rzuca na mózg.
Już miał z powrotem zapaść w przyjemny półsen, kiedy go zobaczył. Siedział pod ławką między nogami staruszka i wpatrywał się w niego wielkimi oczami w kształcie migdałów. Pod brodą miał biały krawat, a ubrany był w czarne futro. Syriusz parsknął krótkim śmiechem.
- I czego się gapisz, futrzaku?
Kot przechylił głowę, jak gdyby zastanawiając się nad odpowiedzią, miauknął przeciągle, po czym wskoczył z gracją (właściwie uniósł się, a potem opadł ), staruszkowi na głowę i usiadł na kapeluszu. Staruszek nawet nie drgnął, a dwa szafiry znowu zwróciły się w stronę Syriusza.
To już było stanowczo dziwne.
- I czego się lampisz, pchlarzu? Nie masz nic lepszego do roboty, niż marnować sobie życie? - spytał kot i oblizał sobie nos różowym języczkiem.
Syriusz wytrzeszczył oczy, po czym zerwał się na równe nogi - a raczej spróbował to zrobić, bo boląca głowa natychmiast dała o sobie znać, a dookoła zaczęły latać czarne plamy. Próbując złapać grunt pod nogami, który perfidnie mu uciekał, z całej siły wyrżnął kolanem o ławkę.
- Kuźwa!
- Rozmawiasz z gołębiami?
Serce podjechało mu do gardła, kiedy usłyszał głos tuż za plecami, ale zaraz się opanował. Zanim zdążył się odwrócić, już wiedział, kto za nim stoi.
- Remus.
- Dzień dobry, słoneczko. Wyglądasz koszmarnie. Spałeś na tej ławce, że jesteś tak wcześnie, czy co?
- Nie, ja... - przypomniał sobie o kocie i szybko odwrócił się w stronę staruszka w kapeluszu. Kota nie było.
- Szukasz tam czegoś?
- Tam był kot.
- Kot? No niebywałe, Syriusz. Kot w parku! Skąd on się tam wziął!? Bezczelny.
- Ha, ha. Śmiej się póki możesz. On siedział temu gostkowi na czerepie! I do tego gadał!!!
- Gadał. A białe myszki też widujesz?
- Remus, ja mówię poważnie.
- Ja też. Słuchaj stary, każdy potrzebuje się czasem rozerwać, ale ty najwyraźniej wczoraj przeholowałeś.
- Ale naprawd...
Remus przerwał mu podniesieniem ręki.
- Łapa, posłuchaj sam siebie.
Syriusz patrzył na niego przez chwilę, kontemplując wyświechtane miejsce na kołnierzu remusowego prochowca, które za niedługo mogło zamienić się w dziurę (zupełnie absurdalne zresztą, bo niby skąd w takim miejscu dziura), po czym odetchnął.
- Pieprzę.
- Pieprzysz. A teraz siadaj. Mam ci do opowiedzenia kilka ciekawych rzeczy.
Syriusz klapnął na ławkę koło Remusa, po czym przypomniał sobie, że ma kaca. Westchnął i odchylił głowę w tył. Słońce znowu padało mu na twarz, więc zamknął powieki i, oddychając głęboko, zaczął się rozluźniać. Stanowczo za dużo czasu ostatnio spędza na pracy - pomijając wczorajszą noc, od bardzo dawna nie robił nic innego, jak rozpracowywanie Tej sprawy. Zastanowił się, kiedy ostatnio był u Jamesa i Lily. Dawno. Zbyt dawno.
Słyszał, jak Remus wyjmuje i przekłada jakieś papiery. No, tak. Obowiązki wzywają.
- Pamiętasz te adresy, które dał nam Frank tydzień temu? Sprawdziłem je, kiedy... ciebie nie było.
Syriusz uśmiechnął się łobuzersko.
- Szelma.
- Zawsze do usług.
- Sprawdziłem adresy. Miałeś rację, co do tej mugolki. Ona stanowczo coś wie, spójrz tylko - podsunął mu pod nos jakiś mocno zakurzony papier; chyba akt notarialny. Zakręciło mu się w nosie, ale nie kichnął.
- To oryginał?
- Tak.
- Dali ci go?
- No, niezupełnie - Remus przez chwilę kręcił, ale Syriusz nie dawał za wygraną. - Zwinąłem.
- Ha! Moja krew!
- Ale i tak muszę go odnieść, zanim się zorientują. Zaraz idę zrobić kopię. Ale teraz spójrz na niego; widzisz tę nieścisłość, o tutaj. To by się zgadzało z naszą teorią, nieprawdaż? Brakuje tylko jednego drobnego elementu.
Rzeczywiście drobnego, pomyślał Syriusz, do tego z całkiem niezłą figurą. Lekkiego świra można pominąć...
- Anna - powiedzieli razem. Robiło się coraz ciekawiej za każdym razem, jak natrafiał na to imię. Koło dziewczyny działo się stanowczo zbyt dużo dziwnych rzeczy - zwłaszcza, jak na jej niemagiczność.
- Kolejny element, ale musisz wybadać, co ona wie... jeśli coś wie i jaki to ma związek z wiadomą sprawą.
- Ale mugolka? No nie wiem, Remus.
- Jak na razie to nasz jedyny trop. Jeżeli okaże się fałszywy, to możemy wrócić do punktu wyjścia i wrzucić nasze etykietki "profesjonalistów" do kibla. Jak wiesz; czas nas goni.
- Wiem. Ale dlaczego to ja mam do niej iść?
- Uwodzenie dziewczyn to twoja działka. Zresztą gdybym cię wysłał do urzędu, to prawdopodobnie poszczuli by ciebie ochroniarzami. Ty tak działasz na ludzi.
- Dzięki - mruknął z przekąsem i niechętnie podniósł się z ławki. Głowa bolała go już mniej, a miły wietrzyk, który się przed chwilą zerwał, rozwiewał mu włosy. Przeciągnął się, czekając aż Remus zapnie torbę i od niechcenia zerknął w stronę staruszka, który nadal tam siedział. Syriusz zamarł.
Kot też.
- Nie możesz tak żyć wiecznie, wiesz?
- Remus.
- Co?
- To cię w końcu zabije.
- Remus...
- Zresztą już cię zabija.
- Remus!
Syriusz nie wytrzymał i odwrócił się, żeby pociągnąć przyjaciela za rękaw. Kiedy z powrotem spojrzał na kota, jego już nie było.
- No co?!
Kota nie było.
- Nic.
Lupin spojrzał na Syriusza lekko zaniepokojony.
- Dobrze się czujesz?
- Taaak. Chyba miałeś rację; trochę przeholowałem... Czyli jak? Jutro pod skosem*?
- Tak.
- To do zobaczenia.
- Trzymaj się, Syriusz.
Rozeszli się w dwie przeciwne strony. Remus w kierunku, z którego przeszedł – czyli, o ile Syriusz się dobrze orientował, do wejścia do metra przy Lancaster Gate - a sam udał się do najbliższej mu znanej kawiarni na rogu Kensington Road i Sloane Street. Stanowczo musiał napić się kawy.
Kiedy piaszczysta ścieżka zamieniała się w brukowany chodnik, a drzewa zastępowały budynki, obejrzał się jeszcze przez ramię na niknącą w zieleni ławkę. Nie zauważył niczego niezwykłego. Za dużo niezwykłych rzeczy się ostatnio dzieje, pomyślał, nawet jak na świat magii. Przekraczając próg oddzielający park od reszty miasta warknął:
- Jak jeszcze raz zobaczę futrzaka - zabiję.
***
W parku czarny kot w białym krawacie przycupnął koło nogi staruszka.
- No, to jeden załatwiony. Może skorzysta z rady. Ciekawy typek. Przybiera maskę wiecznego wesołka i narwańca, a wszystkie zadry dusi w sobie. Kiepsko. Długo tak nie pojedzie. Nigdy nie wiesz, co takiemu strzeli do łba. Co innego myśli, co innego mówi, a co innego robi. Tacy są zawsze nieprzewidywalni. Na wszelki wypadek nie będę mu się pokazywał na oczy. W najbliższej przyszłości.
Staruszek pokiwał tylko głową, nie otwierając oczu.
*Pod Skosem to baza wypadowa tegoż duetu. Czyli mieszkanie Syriusza w stanie różnym, gdzie pomieszkuje Remus.
Leave a comment
