Długo to za mną chodziło i smędziło nad uchem. Nie żebym ubóstwiała ten parring i czciła lub coś w ten deseń. Poprostu po przeczytaniu kilku takich, a nie innych tekstów nie wytrzymałam. Nie wszystko musi być brudne i kończyć się w knajpowym kiblu. A już zwłaszcza tam zaczynać.
No nie?
Z tego małego drabbla wykwitła mi w głowie cała historia, ale nie wiem czy zdołam się zebrać, żeby ją napisać i czy w ogóle powinna zostać napisana.
Alternatywa.
Pilnował jej, jak pies pilnuje swojego pana. Pilnował jej zawsze i wszędzie. W dzień i w nocy.
Kiedy była smutna robił jej herbatę z miodem i cytryną, bo "akurat był w kuchni". Późnym wieczorem, kiedy szedł do swojego pokoju, zaglądał do niej przez uchylone drzwi, żeby zobaczyć czy już zasnęła. Czy niczego nie potrzebuje. Jakby chciał sprawdzić czy jeszcze oddycha.
Oddychała, więc szedł dalej.
Otaczał ją opieką - widzialną i niewidzialną.
Ale ona pewnego razu nie wytrzymała.
- Syriusz, nie jesteś za mnie odpowiedzialny.
- Jestem, Biedroneczko - odpowiedział, wychylając się spod maski czarnego samochodu. Od kiedy skasowali jego ukochany motor, każdą wolną chwilę poświęcał na wyremontowanie starego Chevroleta swojego wuja. - Obiecałem Jamesowi, że jeśli coś mu się stanie, to się tobą zaopiekuję.
Oparła się o drzwi garażu, przez chwilę obserwowując, jak z wprawą operuje przy jakimś zaworze, po czym zpytała:
- A gdybyś ty zginął? Co on miał zrobić?
Syriusz usiadł na masce i przetarł ręką po twarzy, pozostawiając na nosie czarną smugę smaru samochodowego.
- Obiecał mi karmić moje rybki.
No nie?
Z tego małego drabbla wykwitła mi w głowie cała historia, ale nie wiem czy zdołam się zebrać, żeby ją napisać i czy w ogóle powinna zostać napisana.
Alternatywa.
Pilnował jej, jak pies pilnuje swojego pana. Pilnował jej zawsze i wszędzie. W dzień i w nocy.
Kiedy była smutna robił jej herbatę z miodem i cytryną, bo "akurat był w kuchni". Późnym wieczorem, kiedy szedł do swojego pokoju, zaglądał do niej przez uchylone drzwi, żeby zobaczyć czy już zasnęła. Czy niczego nie potrzebuje. Jakby chciał sprawdzić czy jeszcze oddycha.
Oddychała, więc szedł dalej.
Otaczał ją opieką - widzialną i niewidzialną.
Ale ona pewnego razu nie wytrzymała.
- Syriusz, nie jesteś za mnie odpowiedzialny.
- Jestem, Biedroneczko - odpowiedział, wychylając się spod maski czarnego samochodu. Od kiedy skasowali jego ukochany motor, każdą wolną chwilę poświęcał na wyremontowanie starego Chevroleta swojego wuja. - Obiecałem Jamesowi, że jeśli coś mu się stanie, to się tobą zaopiekuję.
Oparła się o drzwi garażu, przez chwilę obserwowując, jak z wprawą operuje przy jakimś zaworze, po czym zpytała:
- A gdybyś ty zginął? Co on miał zrobić?
Syriusz usiadł na masce i przetarł ręką po twarzy, pozostawiając na nosie czarną smugę smaru samochodowego.
- Obiecał mi karmić moje rybki.
Leave a comment
