Home
 
 
09 April 2007 @ 10:42 am
Fikaton Lunatyczny - Królicze uszy  
Dzień Pierwszy

Prompt: Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza Oscar Wilde
Tytuł: Maski
Fandom: hp
Występują: Syriusz (no a jakże), Sara Mellow (OC)
Ilość słów: nie mam programu z liczeniem XP
Ostrzeżenia: angst? XP



- Maski - powiedziała, przyglądając się wirującym fusom. W świetle popołudniowego słońca herbata nabierała ładnej, miodowej barwy. Po chwili Sara niechętnie opuściła szklankę i spojrzała przez okno na zielone błonia i rozłożonych na trawie uczniów.
Skrzydło Szpitalne zalane było promieniami słońca, a w powietrzu wyczuwało się atmosferę rozleniwienia i błogiej niewiedzy. To był spokojny dzień i pomimo, że Pani Pomfrey pojechała do Świętego Munga, Sara nie miała żadnych większych kłopotów. Kilka plastrów na kolana pierwszaków i eliksir na katar. Pestka.
Upiła łyk ze szklanki i przysiadła na parapecie. Wystawiając twarz do słońca oparła czoło o szybę.
Po chwili usłyszała szczęk klamki i skrzypnięcie podłogi. Odwróciła się w stronę wejścia. Nie zdziwiła się jego widokiem. Wcześniej widziała, jak razem z dyrektorem i jeszcze jednym mężczyzną szedł do gabinetu Dumbledora.
Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się po wnętrzu, mrużąc oczy od nagłej jasności jaka tam panowała.
Podniosła się i odstawiła na bok szklankę. Dopiero wtedy ją zauważył i skierował się w jej stronę. Kiedy przemierzył połowę długości, dostrzegła minimalne zmiany w jego wyglądzie. Wojna nikogo nie oszczędzi.
Schudł, pomyślała. I ma cienie pod oczami.
Staną trzy metry od niej.
Dopiero teraz spostrzegła rozciętą wargę i brew.
- Syriuszu.
- Doktor Mellow - W sumie dziwne, że nie mówił jej po imieniu, była od niego młodsza o trzy lata. Zresztą wiedział, że jest jeszcze praktykantem, a nie lekarzem.
- Ostatnim razem, jak się widzieliśmy, byłeś w lepszym stanie.
- Pozory - spróbował się uśmiechnąć, ale nie za bardzo mu to wyszło.
Maska naturalności.
- Widziałam jak szedłeś z Dumbledorem. Coś się stało?
- Musiałem zdać raport - odrzekł wymijająco. Nie oczekiwała innej odpowiedzi. Nie mógł przecież wszystkim rozpowiadać o akcjach Zakonu.
- I to ten raport cię tak urządził - bardziej stwierdziła niż zapytała. - Siadaj.
- Ja nie...
- Usiądź, Black, jesteś za wysoki. Nie mam zamiaru skakać, żeby ci to opatrzeć. Skoro Dumbledore kazał ci tu przyjść to miejmy to za sobą.
Przez chwilę stał niezdecydowany, ale po chwili usiadł na krześle.
Stał niezdecydowany. Nie tryskał też entuzjazmem, jak to miał w zwyczaju. Zmienił się, pomyślała polewając kawałek gazy eliksirem dezynfekującym i spoglądając na niego kątem oka.
Usiadła naprzeciwko niego i delikatnie ujęła go pod brodę.
- Pochyl się. Będzie trochę szczypać.
- A dostanę potem lizaka? - spytał, przekrzywiając głowę na bok. Uśmiechnęła się lekko, przykładając gazę do czoła. Syknął, kiedy materiał dotknął skóry.
- Ostrzegałam.
Nie wyrywał się zbytnio, więc szło jej całkiem sprawnie. Czuła się nieswojo będąc tak blisko niego.
Pamiętała go jeszcze z czasów szkolnych. Pomimo że była w zupełnie innej grupie - młodsza o kilka lat i z zupełnie innego domu - pamiętała jego wybryki. Jego pewność siebie i swobodę. Arogancje, nieskrępowanie. Naturalność. Kiedy skończył Hogwart był taki sam. Czasami zastanawiała się czy to możliwe, by człowiek był aż tak naturalny.
Poruszył się, kiedy przez przypadek przycisnęła za mocno.
- Przepraszam.
Dzisiaj nie jest taki sam. Brakowało w jego oczach tego światełka. Psotniczej iskierki, tak dla niego charakterystycznej. Miała wrażenie, że ma przed sobą człowieka w masce.
Maska z pajęczyną pęknięć.
- Pewnie już się rwiesz na jakąś następną akcję, co?
- Nie specjalnie.
Przerwała na chwilę i spojrzała na niego.
- Boże.
- Co?
- Kim jesteś i co zrobiłeś z Syriuszm Blackiem?
Zaśmiał się, ale jego śmiech zabrzmiał pusto.
Prawie usłyszała pękającą ceramikę.
Maska naturalności, której już odpadło ucho.
Wszystko co robił było pozą. Mówił, stał, patrzył, uśmiechał się. Czy można całe życie grać?
Sięgnęła po plaster i zakleiła rankę nad brwią.
- Jak nie będziesz ruszać, to warga też się szybko zagoi.
- Dzięki.
- To moja praca - powiedziała, podnosząc się z krzesła i podchodząc do umywalki, żeby umyć ręce.
- Mimo to dziękuję - odparł, także wstając. Skinął jej głową i skierował się do drzwi. Kiedy się za nim zamknęły, podeszła do okna skąd widoczna była główna brama. Na murku przed wejściem siedział mężczyzna w brązowym płaszczu - jeden z przyjaciół Syriusza - Lupin o ile dobrze pamiętała.
Black wyszedł z zamku wepchnął ręce do kieszeni dżinsów i od niechcenia skierował się w jego stronę.
Maska naturalności, która kiedyś pęknie.
- Rusz tyłek Remus! Musimy dzisiaj jeszcze skopać światu dupę!
A może nie.