Dzień Pierwszy
Temat: Shogi (japońskie szachy)
Prompt: Jeżeli ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu
Fandom: Bleach
Postacie: Urahara Kisuke, Aizen Sosuke, wspomniana Yoruichi
Spoilery: UWAGA! Ten tekst to właściwie jeden wielki spoiler Soul Society Arc, więc jeśli ktoś na poważnie chce się za Bleacha zabrać, to niech czym prędzej wyłączy tę stronę! XP
a także...
druga pozycja w tabelce
2. gambler
Oshō na h5. Walka rozpoczęta.
Urahara Kisuke od najwcześniejszych lat patrząc na planszę do shogi, widział coś więcej niż tylko porozstawiane na polach pionki. Nie potrafił dokładnie powiedzieć co, ale fascynowała go możliwość kierowania ich przeznaczeniem i decydowania o ich losie, a najbardziej uwielbiał sprawdzać siłę przeciwnika. Oceniać jego możliwości i przewidywać ruchy. Potrafił czerpać satysfakcję z gry nawet przy takim przeciwniku, jak Yoruichi, która zdecydowanie nie należała do osób cierpliwych i z większą ochotą tarzała się w trawie, niż przesuwała pionki. Zresztą do tarzania w trawie nie miał nic przeciwko.
Ginshō na b6
Pierwszym godnym przeciwnikiem jakiego spotkał był Aizen Sōsuke, niezwykle utalentowany shinigami, który niedługo miał być mianowany na porucznika którejś z dywizji Gotei 13. Kisuke doskonale wiedział na której dywizji najbardziej mu zależało.
Widział to w jego oczach. Inteligencję, spryt, swojego rodzaju przewrotność, pragnienie poznania niepoznanego. I niebywałą chęć dążenia do potęgi. Widział u niego ten błysk, którego wszyscy inni nie dostrzegali. Znał go aż za dobrze. Ale było tam coś jeszcze, czego nie potrafił rozgryść.
Dlatego kiedy Sōtaichō Yamamoto zaproponował, aby został on jego fukutaichō - odmówił, odsuwając Aizena, jak najdalej od 12 Dywizji, Instytutu Wynalazków i swoich badań. I samego siebie. Jak się potem okazało, był to pierwszy decydujący ruch w tym starciu.
Pionki ustawiły się na szachownicy.
Gra się rozpoczęła, bynajmniej już nie na polu do shogi.
Kyōsha zbija uhyō
Pierwszym błędem jaki popełnił, było niedocenienie Aizena. Bo pomimo, że najpierw został przydzielony do 5 dywizji jako porucznik, a potem sam dostał nominację jako nowy taichō, cały czas patrzył mu na ręce i dokładnie obserwował postępy jego badań. Wtedy nie próbował go już zagadywać ani w jakikolwiek sposób przekonać do siebie, bo zazwyczaj otwarty i serdeczny dla wszystkich Urahara-taichō od początku trzymał go na dystans. Taki układ trwał ponad pięćdziesiąt lat. Pięćdziesiąt lat pozornego spokoju. Dlatego kiedy Aizen uderzył, Kisuke okazał się całkowicie nieprzygotowany do odparcia ataku. A przynajmniej nie w pełni.
Kosztowało go to bardzo wysoką cenę.
Keima wchodzi na planszę
Kolejne stulecie spędził na oglądaniu gromadzących się burzowych chmur spod dachu swojego sklepu w duchowym sercu Karakury*. Sklep nie był głupim pomysłem, bo trzymał go blisko najnowszych wydarzeń z Soul Society i jednocześnie dawał jakieś zajęcie. Samo miejsce - Karakura - też okazało się ciekawe, jak i ludzie, którzy tam mieszkali. Już sam Kurosaki Ichigo był niezwykle interesującym materiałem. Potrzebował tylko dobrego formierza...
Yoruichi nazwała go kiedyś manipulatorem i hazardzistą, który zamiast kart trzyma w ręku ludzkie życia. Obruszył się, ale nie przesadnie, bo tak naprawdę miała rację. Wszystko nabierało coraz większego tempa, wirując dookoła i porywając za sobą coraz większą ilość dusz.
A jego ta gra wciągała coraz bardziej.
Trzech kinshō tworzy roszadę, ōte!
Kiedy Yoruichi po powrocie z Soul Society dokładnie opowiedziała mu co się wydarzyło, że Aizen się ujawnił i zbiegł z dwoma innymi kapitanami, że mają Hōgyoku i że zbliża się wojna poczuł, że sporo rzeczy poszło nie tak. Bo przecież Hōgyoku miał zostać przechwycony i nigdy nie miał wpaść w ręce osoby pokroju Aizena. W ręce żadnej osoby, do licha!
Jednak mimo wszystko, mimo wszystkich zawiłości, nadciągającej wojny i niepewności poczuł jednocześnie irracjonalną ulgę. Bo przecież do planszy wciąż potrzeba dwóch graczy, prawda?
Końcowe przemówienie Aizena było, jak przekorne skinienie w jego stronę: I co teraz zrobisz, Urahara?
Kiskue spojrzał na powoli wypływające z ciemności światła Karakury stojąc na dachu sklepu. Silniejszy wiatr zawiał z południa omalże nie strącając mu z głowy kapelusza. Przytrzymał go ręką i uśmiechną się szeroko.
Właśnie. I co teraz zrobi...?
*Karakura jest wymyśloną częścią Tokyo w której znajduje duże skupisko ludzi posiadających wysoką energię duchową
Sōtaichō - kapitan głównodowodzący
taicho - kapitan
fukutaicho - porucznik (bądz vice - kapitan)
ōte! - szach!
ōshō - król
ginshō - srebrny generał
kinshō - złoty generał
Kyosha - lanca
uhyō - pion
keima - skoczek
Temat: Shogi (japońskie szachy)
Prompt: Jeżeli ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu
Fandom: Bleach
Postacie: Urahara Kisuke, Aizen Sosuke, wspomniana Yoruichi
Spoilery: UWAGA! Ten tekst to właściwie jeden wielki spoiler Soul Society Arc, więc jeśli ktoś na poważnie chce się za Bleacha zabrać, to niech czym prędzej wyłączy tę stronę! XP
a także...
druga pozycja w tabelce
2. gambler
Oshō na h5. Walka rozpoczęta.
Urahara Kisuke od najwcześniejszych lat patrząc na planszę do shogi, widział coś więcej niż tylko porozstawiane na polach pionki. Nie potrafił dokładnie powiedzieć co, ale fascynowała go możliwość kierowania ich przeznaczeniem i decydowania o ich losie, a najbardziej uwielbiał sprawdzać siłę przeciwnika. Oceniać jego możliwości i przewidywać ruchy. Potrafił czerpać satysfakcję z gry nawet przy takim przeciwniku, jak Yoruichi, która zdecydowanie nie należała do osób cierpliwych i z większą ochotą tarzała się w trawie, niż przesuwała pionki. Zresztą do tarzania w trawie nie miał nic przeciwko.
Ginshō na b6
Pierwszym godnym przeciwnikiem jakiego spotkał był Aizen Sōsuke, niezwykle utalentowany shinigami, który niedługo miał być mianowany na porucznika którejś z dywizji Gotei 13. Kisuke doskonale wiedział na której dywizji najbardziej mu zależało.
Widział to w jego oczach. Inteligencję, spryt, swojego rodzaju przewrotność, pragnienie poznania niepoznanego. I niebywałą chęć dążenia do potęgi. Widział u niego ten błysk, którego wszyscy inni nie dostrzegali. Znał go aż za dobrze. Ale było tam coś jeszcze, czego nie potrafił rozgryść.
Dlatego kiedy Sōtaichō Yamamoto zaproponował, aby został on jego fukutaichō - odmówił, odsuwając Aizena, jak najdalej od 12 Dywizji, Instytutu Wynalazków i swoich badań. I samego siebie. Jak się potem okazało, był to pierwszy decydujący ruch w tym starciu.
Pionki ustawiły się na szachownicy.
Gra się rozpoczęła, bynajmniej już nie na polu do shogi.
Kyōsha zbija uhyō
Pierwszym błędem jaki popełnił, było niedocenienie Aizena. Bo pomimo, że najpierw został przydzielony do 5 dywizji jako porucznik, a potem sam dostał nominację jako nowy taichō, cały czas patrzył mu na ręce i dokładnie obserwował postępy jego badań. Wtedy nie próbował go już zagadywać ani w jakikolwiek sposób przekonać do siebie, bo zazwyczaj otwarty i serdeczny dla wszystkich Urahara-taichō od początku trzymał go na dystans. Taki układ trwał ponad pięćdziesiąt lat. Pięćdziesiąt lat pozornego spokoju. Dlatego kiedy Aizen uderzył, Kisuke okazał się całkowicie nieprzygotowany do odparcia ataku. A przynajmniej nie w pełni.
Kosztowało go to bardzo wysoką cenę.
Keima wchodzi na planszę
Kolejne stulecie spędził na oglądaniu gromadzących się burzowych chmur spod dachu swojego sklepu w duchowym sercu Karakury*. Sklep nie był głupim pomysłem, bo trzymał go blisko najnowszych wydarzeń z Soul Society i jednocześnie dawał jakieś zajęcie. Samo miejsce - Karakura - też okazało się ciekawe, jak i ludzie, którzy tam mieszkali. Już sam Kurosaki Ichigo był niezwykle interesującym materiałem. Potrzebował tylko dobrego formierza...
Yoruichi nazwała go kiedyś manipulatorem i hazardzistą, który zamiast kart trzyma w ręku ludzkie życia. Obruszył się, ale nie przesadnie, bo tak naprawdę miała rację. Wszystko nabierało coraz większego tempa, wirując dookoła i porywając za sobą coraz większą ilość dusz.
A jego ta gra wciągała coraz bardziej.
Trzech kinshō tworzy roszadę, ōte!
Kiedy Yoruichi po powrocie z Soul Society dokładnie opowiedziała mu co się wydarzyło, że Aizen się ujawnił i zbiegł z dwoma innymi kapitanami, że mają Hōgyoku i że zbliża się wojna poczuł, że sporo rzeczy poszło nie tak. Bo przecież Hōgyoku miał zostać przechwycony i nigdy nie miał wpaść w ręce osoby pokroju Aizena. W ręce żadnej osoby, do licha!
Jednak mimo wszystko, mimo wszystkich zawiłości, nadciągającej wojny i niepewności poczuł jednocześnie irracjonalną ulgę. Bo przecież do planszy wciąż potrzeba dwóch graczy, prawda?
Końcowe przemówienie Aizena było, jak przekorne skinienie w jego stronę: I co teraz zrobisz, Urahara?
Kiskue spojrzał na powoli wypływające z ciemności światła Karakury stojąc na dachu sklepu. Silniejszy wiatr zawiał z południa omalże nie strącając mu z głowy kapelusza. Przytrzymał go ręką i uśmiechną się szeroko.
Właśnie. I co teraz zrobi...?
*Karakura jest wymyśloną częścią Tokyo w której znajduje duże skupisko ludzi posiadających wysoką energię duchową
Sōtaichō - kapitan głównodowodzący
taicho - kapitan
fukutaicho - porucznik (bądz vice - kapitan)
ōte! - szach!
ōshō - król
ginshō - srebrny generał
kinshō - złoty generał
Kyosha - lanca
uhyō - pion
keima - skoczek
2 comments | Leave a comment
