Dzień Drugi
Temat: Tamiza
Fandom: hp
Postacie: Syriusz, Remus
Spoilery: brak XP
Prompt: Moim zdaniem seks to jedna z najpiękniejszych, najbardziej naturalnych, najzdrowszych rzeczy, jakie można kupić za pieniądze.
— Tom Clancy
pomysł: brak!
Jego kroki odbijały się głuchym echem po pustej klatce schodowej pozostawiając za sobą złudne wrażenie nienaturalnej ciszy. Tak naprawdę wszystko było w porządku i to on był intruzem burzącym spokój pogrążonego we śnie domu. Raczył go o tym nawet poinformować szczur, który zaskoczony nocnym towarzystwem prawie przebiegł mu po butach. Syriusz wzdrygnął się wspinając jednocześnie na pierwsze piętro kamienicy. I tak nie potrafił pozbyć się wrażenia że jest obserwowany. Miał jeszcze tylko nadzieję, że ta stara wariatka spod dwójki nie nabierze właśnie ochoty na polowanie miotłą na byłych związkowców KGB. Czasem miał wrażenie, że ludzie są dziwni...
Sięgnął do kieszeni - wyciągnął klucze i różdżkę - a następnie, starannie pozdejmował wszystkie założone na drzwi uroki. Pierwsze co zrobił kiedy przekroczył próg to wpieprzył się na otwarte drzwi od łazienki.
- Na Merlina, Syriusz chcesz mnie przyprawić o zawał?
- Naprawdę mam odpowiezieć? - spytał, rozcierając nos i kierując się w głąb mieszkania.
Remus potarł ręką zaspane oczy stojąc w drzwiach swojej sypialni. Syriusz w tym czasie ściągnął z siebie czarną kurtkę, a kluczyki od swojego motoru rzucił na komodę zaimprowizowaną ze starego kufra, dwóch taboretów i firanki.
- Zjesz kolację? - rzucił w przestrzeń.
- Jest trzecia w nocy.
- Spałeś?
- Tak... Często to robię o tej porze. Jezu, Łapa gdzieś ty się szlajał? Wyglądasz jak bagno.
- Pada - odparł lekko Syriusz. Podskakując na jednej nodze zdjął mokre skarpetki, zmiął je w kulkę i cisnął w kąt pokoju, gdzie uzbierała się już spora sterta ciuchów. Potem podszedł do lodówki i pociągnął spory łyk mleka. Remus spojrzał na niego krzywo.
- Miałeś nie pić z kartonu.
- Tere - fere.
- Co się stało?
- A co się miało stać?
- Przestań proszę cię rżnąć głupa, bo nie musisz niczego udowadniać - odparł spokojnie Remus opierając się o framugę drzwi. Miał na sobie luźne spodnie od piżamy i bladoniebieską koszulę w prążki, która zdawała się być o kilka numerów za duża i wisiała na nim smętnie odsłaniając oliwkowy obojczyk. Włosy miał mocno poczochrane i - co tu dużo mówić - w tym momencie najbardziej przypominały Syriuszowi gniazdo. - Czemu wyglądasz jak wyglądasz?
- Miałem małe randevuz z niejaką Marleną McKinnon.
- I co, spięła cię kajdankami i wepchnęła do Tamizy?
- Raczej do wanny...
- Nie kończ! Nie chcę wiedzieć.
- To po co pytasz?
- Więc znowu szlajałeś się po obcych łóżkach?
- Obce łóżka po których się szlajam podobno cię nie interesują, i już wcale nie są obce. Poza tym seks to jedna z najbardziej naturalnych, najzdrowszych rzeczy, jakie można kupić za pieniądze, więc się odpieprz.
To go chyba zagięło, bo nie skomentował. Zresztą i tak wiedział, że Syriusz nie mówi poważnie. Przyglądał mu się w skupieniu przez dłuższą chwilę, a Syriusz miał wrażenie, jakby właśnie został przetaksowany przez rentgen. Wcale mu się to nie podobało.
- A tak na serio. Co się stało?
- Już mówiłem. Pada.
- Kropi - sprostował Remus. Usiadł przy stole, na którym stała jeszcze niedopita z rana herbata i zabębnił palcami o blat. - Kropi - powtórzył - a ty wyglądasz jakbyś dopiero co wyszedł z jeziora, albo co najmniej naprawdę wylądował w Tamizie. Czy to czym jesteś cały umazany to jest może muł? - zapytał uprzejmie.
- Odpieprz się - rzucił Syriusz, ale raczej bez przekonania. O dziwo Remus rzeczywiście się odpieprzył i nie naciskał. Siedział tak przez chwilę wystukując jakąś melodyjkę (chyba "Devil's Right Hand" Johnego Casha, ale Syriusz nie był pewny) i obserwując, jak przyjaciel robi sobie kanapkę.
Potem podniósł się z krzesła.
- Idę spać dalej. Jak będziesz wychodzić z łazienki, a zakładam, że będziesz, to zostaw ją proszę w takim stanie w jakim była.
- Jasne.
- Wiesz nie chciałbym jutro znaleźć w wannie wodorostów, mułu na posadzce i takie tam... jak będę chciał pojechać nad jezioro...
- Ta, ta nie biadol...
- Branoc.
- Mhm.
Kiedy drzwi się zamknęły Syriusz odetchnął z ulgą. No bo jak miał wytłumaczyć Remusowi, że naprawdę wylądował w Tamizie?
Temat: Tamiza
Fandom: hp
Postacie: Syriusz, Remus
Spoilery: brak XP
Prompt: Moim zdaniem seks to jedna z najpiękniejszych, najbardziej naturalnych, najzdrowszych rzeczy, jakie można kupić za pieniądze.
— Tom Clancy
pomysł: brak!
Jego kroki odbijały się głuchym echem po pustej klatce schodowej pozostawiając za sobą złudne wrażenie nienaturalnej ciszy. Tak naprawdę wszystko było w porządku i to on był intruzem burzącym spokój pogrążonego we śnie domu. Raczył go o tym nawet poinformować szczur, który zaskoczony nocnym towarzystwem prawie przebiegł mu po butach. Syriusz wzdrygnął się wspinając jednocześnie na pierwsze piętro kamienicy. I tak nie potrafił pozbyć się wrażenia że jest obserwowany. Miał jeszcze tylko nadzieję, że ta stara wariatka spod dwójki nie nabierze właśnie ochoty na polowanie miotłą na byłych związkowców KGB. Czasem miał wrażenie, że ludzie są dziwni...
Sięgnął do kieszeni - wyciągnął klucze i różdżkę - a następnie, starannie pozdejmował wszystkie założone na drzwi uroki. Pierwsze co zrobił kiedy przekroczył próg to wpieprzył się na otwarte drzwi od łazienki.
- Na Merlina, Syriusz chcesz mnie przyprawić o zawał?
- Naprawdę mam odpowiezieć? - spytał, rozcierając nos i kierując się w głąb mieszkania.
Remus potarł ręką zaspane oczy stojąc w drzwiach swojej sypialni. Syriusz w tym czasie ściągnął z siebie czarną kurtkę, a kluczyki od swojego motoru rzucił na komodę zaimprowizowaną ze starego kufra, dwóch taboretów i firanki.
- Zjesz kolację? - rzucił w przestrzeń.
- Jest trzecia w nocy.
- Spałeś?
- Tak... Często to robię o tej porze. Jezu, Łapa gdzieś ty się szlajał? Wyglądasz jak bagno.
- Pada - odparł lekko Syriusz. Podskakując na jednej nodze zdjął mokre skarpetki, zmiął je w kulkę i cisnął w kąt pokoju, gdzie uzbierała się już spora sterta ciuchów. Potem podszedł do lodówki i pociągnął spory łyk mleka. Remus spojrzał na niego krzywo.
- Miałeś nie pić z kartonu.
- Tere - fere.
- Co się stało?
- A co się miało stać?
- Przestań proszę cię rżnąć głupa, bo nie musisz niczego udowadniać - odparł spokojnie Remus opierając się o framugę drzwi. Miał na sobie luźne spodnie od piżamy i bladoniebieską koszulę w prążki, która zdawała się być o kilka numerów za duża i wisiała na nim smętnie odsłaniając oliwkowy obojczyk. Włosy miał mocno poczochrane i - co tu dużo mówić - w tym momencie najbardziej przypominały Syriuszowi gniazdo. - Czemu wyglądasz jak wyglądasz?
- Miałem małe randevuz z niejaką Marleną McKinnon.
- I co, spięła cię kajdankami i wepchnęła do Tamizy?
- Raczej do wanny...
- Nie kończ! Nie chcę wiedzieć.
- To po co pytasz?
- Więc znowu szlajałeś się po obcych łóżkach?
- Obce łóżka po których się szlajam podobno cię nie interesują, i już wcale nie są obce. Poza tym seks to jedna z najbardziej naturalnych, najzdrowszych rzeczy, jakie można kupić za pieniądze, więc się odpieprz.
To go chyba zagięło, bo nie skomentował. Zresztą i tak wiedział, że Syriusz nie mówi poważnie. Przyglądał mu się w skupieniu przez dłuższą chwilę, a Syriusz miał wrażenie, jakby właśnie został przetaksowany przez rentgen. Wcale mu się to nie podobało.
- A tak na serio. Co się stało?
- Już mówiłem. Pada.
- Kropi - sprostował Remus. Usiadł przy stole, na którym stała jeszcze niedopita z rana herbata i zabębnił palcami o blat. - Kropi - powtórzył - a ty wyglądasz jakbyś dopiero co wyszedł z jeziora, albo co najmniej naprawdę wylądował w Tamizie. Czy to czym jesteś cały umazany to jest może muł? - zapytał uprzejmie.
- Odpieprz się - rzucił Syriusz, ale raczej bez przekonania. O dziwo Remus rzeczywiście się odpieprzył i nie naciskał. Siedział tak przez chwilę wystukując jakąś melodyjkę (chyba "Devil's Right Hand" Johnego Casha, ale Syriusz nie był pewny) i obserwując, jak przyjaciel robi sobie kanapkę.
Potem podniósł się z krzesła.
- Idę spać dalej. Jak będziesz wychodzić z łazienki, a zakładam, że będziesz, to zostaw ją proszę w takim stanie w jakim była.
- Jasne.
- Wiesz nie chciałbym jutro znaleźć w wannie wodorostów, mułu na posadzce i takie tam... jak będę chciał pojechać nad jezioro...
- Ta, ta nie biadol...
- Branoc.
- Mhm.
Kiedy drzwi się zamknęły Syriusz odetchnął z ulgą. No bo jak miał wytłumaczyć Remusowi, że naprawdę wylądował w Tamizie?
Leave a comment
